Wpisy 985 885 – 985 984
16 czerwca 2012 22:35 → 16 czerwca 2012 22:57, 100 wpisów
I co euro trwa dalej
facet z wielkopolski północnej ale wygrał kasę u buków !!!!!
bo on bardzo zna się na bukmacherce
profesor1980
czytałeś w nocy ?
bo on bardzo zna się na bukmacherce
profesor1980
czytałeś w nocy ?
katastrofaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa i jeszcze na nich postawiłem beeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee
i koniec
emeryt..nie czytałem
katastrofaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

wiedziałem wcześniej nasz polak tak słabo strzela
wiedziałem juz przed euro ze nie wyjdziemy z grupy
piłkarzyki pajacyki
piłkarzyki pajacyki
od początku co niekórzy wieszali na nich psy.....to czego teraz???????
ide stąd bom sie wkuźwiła





ide stąd bom sie wkuźwiła





NIC SIĘ NIE STAŁO,POLACY NIC SIĘ K.U.E.W.A. NIE STAŁO


a własnie że,się stało ,a własnie że,się dziś stało



a własnie że,się stało ,a własnie że,się dziś stałoto ten co postawił 130 000 u buka jest lzejszy ,ze polacy wyjda z grupy
to my mieliśmy zjeść knedle, a to oni nas pożarli
a swoją drogą ani nam, ani knedlom awans się nie należał, tak lipnie ćwierćfinaliści nie grają
a swoją drogą ani nam, ani knedlom awans się nie należał, tak lipnie ćwierćfinaliści nie grają
Mnie dziś nic nie stało
to nie koniec euro
jeszcze trzeba zapłacić za chwilę nadziei
miasta organizacyjne tona w długach
dobranoc
jeszcze trzeba zapłacić za chwilę nadziei
miasta organizacyjne tona w długach
dobranoc
kokokoko euro spoko
Ja pitole wszystko na odwrót
i co za wspaniała p i z d a chciała grac 2 mecze w W-wie a 3 we wrockiu ja sie pytam
scolls..po raz kolejny okazało się że NASi maja kondycje tylko przez 30 minut a potem wszystko do dupy
Ruscy najlepszy mecz wygrali z czechami we wspanialym stylu i spoczeli na laurach no to maja
Na pocieszenie trzeba powiedzieć, że Rosjanie muszą bardziej płakać
jjjeebbbaaccc tych ccczzechów do domu skkkkuuurrrwwwyyssyyynnnyyy powinni polacy im dojjjeeebbbaaaaccc za toooo
scolls...chla jak chla.Gnoje myślą o dupie Maryni to tak własnie jest
Ruskie zmarnowali taką szansę
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Znaleziono-cialo-gen-Slawomira-Petelickiego,wid,14580278,wiadomosc.html?ticaid=1ea46&_ticrsn=3
Lila....
Kumulacja Lotto: 8 000 000 złotych
Cóż trzeba przyjąć porażkę na klatę teraz mistrzem euro2012 zostanie...GRECJA!
grecja jebucceeczechy nie dojeby stadion pojdzie się jebbbaaaccc z czechami łaczniee
Wnosze postulat o rozpoczecie zamieszek pod stadionem i wybicie czeskich kibicow drzewcami od polskich flag
Jak zwykle to samo
na pocieszenie zostają piękne bramki lewandowskiego i błaszczykowskiego
Zmieniał kobiety tak często jak kluby, w których kiedyś pracował. Przeżył chwile załamania, gdy miał już pętlę na szyi i momenty triumfu, niesiony na rękach kibiców...
Wygląda na to, że Franz w końcu się ustatkował /Piotr Wygoda /East News
Nazywają go Dyzmą, bo nie ma nawet matury, a potrafił wdrapać się na szczyty - jako trener piłkarskiej reprezentacji zarabia dziś 200 tys. zł miesięcznie. Ale nic tu nie było dziełem przypadku. Jego kariera to wzloty i ciężkie upadki, a wszystko, co osiągnął, wyszarpał od losu pazurami.
- Niewiele brakowało, żebym kilka razy stracił życie - przyznawał Franciszek Smuda (64). - Moje dawne życie przypominało kocioł z gotującą się smołą...
Pochodzi z Lubomi koło Wodzisławia, z rodziny o bogatych tradycjach. Dziadek brał udział w powstaniach śląskich, ojciec został wcielony do Wehrmachtu, ale uciekł do Armii Andersa. Franek ma troje młodszego rodzeństwa, jednak jest od nich zupełnie inny. Siostry i brat ukończyli studia, on zadowolił się zawodową budowlanką.
Od dziecka rozkochał się w futbolu, ślęczenie nad książkami go nie interesowało. Młodszy brat Janek przypomina scenę z dzieciństwa: - Kiedyś tata otynkował dom. Zaprawa jeszcze nie wyschła, a Franek już trenował, odbijając od muru piłkę. Było po deszczu i elewacja zrobiła się łaciata. Dostał wtedy lanie, ale i tak nie zrezygnował z futbolu...
Cytat
â
Siedziałem wtedy trzy dni w hotelu kompletnie załamany. Chciałem się powiesić, ale zabrakło mi odwagi...â
â
Siedziałem wtedy trzy dni w hotelu kompletnie załamany. Chciałem się powiesić, ale zabrakło mi odwagi...â
Franciszek Smuda
Szkolni koledzy twierdzą, że Franka interesowały tylko piłka i dziewczyny. Był największym podrywaczem. Gdy Franek miał 24 lata, groźna kontuzja niemal skazała go na piłkarską rentę. Wtedy, w 1971 r., na zaproszenie kolegów poleciał do USA leczyć się i pracować. W rok po ślubie z Haliną, sklepową z Lubomi. Wyleczył się i grał w polonijnych klubach, ale potem znów posypały się kontuzje - częściej był kulawy niż zdrowy. Musiał pracować, by zarobić na leczenie i rehabilitację.
- Zatrudniłem się przy czyszczeniu tankowców w rafinerii. Kilku chłopaków przy malowaniu spadło. Śmierć na miejscu. Też wisiałem jak alpinista i malowałem. Jeszcze gorsza była praca w środku. Otworem, którym wypływał olej, właziło się do wnętrza. Pracowało się w maskach, bo tam nie było powietrza - tak opisywał swoje amerykańskie piekło. Był dumny, że może wysyłać pieniądze żonie, rodzicom i rodzeństwu.
Po powrocie do kraju grał w Legii Warszawa. - Wtedy zaprzyjaźniłem się z Kazimierzem Deyną. Od czasu do czasu wyskakiwaliśmy na jakąś zabawę. Śledzik, piwko, no i wiadomo... - wspominał Smuda. Chodziło oczywiście o kobiety, bez których obaj nie mogli żyć.
W małżeństwie Franciszka urodziły się dzieci - Grzegorz i Sabina - ale związek się sypał... Zresztą w 1977 r. Franek znów zostawił rodzinę i wyjechał z Deyną do USA. Chcieli tam rozwinąć własny biznes. Uciułane przez lata pieniądze powierzyli wspólnikowi, polonijnemu "biznesmenowi". Stracili wszystko - Kazimierz 300 tys. dolarów, Franciszek 250 tys. Dla Deyny skończyło się to tragicznie. Żona wyrzuciła go z domu, załamał się, zaczął pić. Zginął w wypadku, prowadząc samochód - znajomi uważali, że było to samobójstwo.
Cytat
â
Poszedłem do okulisty, bo coraz gorzej widziałem. A wyszedłem zakochany w pani doktor.â
â
Poszedłem do okulisty, bo coraz gorzej widziałem. A wyszedłem zakochany w pani doktor.â
Franciszek Smuda
Franciszek też był bliski targnięcia się na własne życie. - Siedziałem wtedy trzy dni w hotelu kompletnie załamany. Chciałem się powiesić, ale zabrakło mi odwagi - przyznał.
Za pożyczone pieniądze poleciał do Niemiec. Trochę grał, potem szkolił młodzież. W Kolonii skończył akademię trenerską. Rozwiódł się, miał dom w Norymberdze i nową kobietę. Ale gdy w 1993 r. dostał propozycję trenowania polskiej drużyny, porzucił wszystko i wrócił do kraju. Tu stwierdził, że musi od nowa uczyć się ojczystego języka. Lata na obczyźnie zrobiły swoje...
Małgorzata Drewniak-Smuda kibicuje drużynom, które trenuje jej mąż /Jacek Kurnikowski /AKPA
Trenował wiele drużyn - sukcesy przeplatały się z porażkami, ale jego renoma rosła. Zmieniał kluby i... kobiety. Jak żeglarz, w każdym życiowym porcie miał inną. Aż wreszcie zawinął do Krakowa.
- Poszedłem do okulisty, bo coraz gorzej widziałem. A wyszedłem zakochany w pani doktor - zwierzał się. Małgorzata Drewniak-Smuda potwierdza, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wybudowali dom w Krakowie, wzięli ślub. To stateczne podejście do życia ucieszyło Martę Smudę, mamę trenera.
- Dobrze, że Franek w końcu zmądrzał - skwitowała. A to ważna osoba w jego życiu. Choć wiekowa, nadal potrafi ostro skrytykować syna. I za życiowe sprawki, i za... trenerskie. - Jak mi się nie podoba, to zaraz mu powiem. Że źle ustawił albo za późno zmienił zawodnika - oświadcza buńczucznie.
Życie się Franciszkowi w końcu ułożyło. Z dziećmi z pierwszego małżeństwa ma regularne kontakty - Grzegorz z rodziną mieszka w Niemczech, Sabina z mężem w Wodzisławiu. Ma też dobre relacje z córką obecnej żony - Agatą. Jego największym hobby stało się w ostatnich latach... pielęgnowanie ogródka. Ale od 2009 r., kiedy został trenerem kadry Polski, jest w domu rzadkim gościem. Żona cierpliwie to znosi, bo dobrze wie, że jej Franek właśnie spełnia swoje największe życiowe marzenie.
Wygląda na to, że Franz w końcu się ustatkował /Piotr Wygoda /East News
Nazywają go Dyzmą, bo nie ma nawet matury, a potrafił wdrapać się na szczyty - jako trener piłkarskiej reprezentacji zarabia dziś 200 tys. zł miesięcznie. Ale nic tu nie było dziełem przypadku. Jego kariera to wzloty i ciężkie upadki, a wszystko, co osiągnął, wyszarpał od losu pazurami.
- Niewiele brakowało, żebym kilka razy stracił życie - przyznawał Franciszek Smuda (64). - Moje dawne życie przypominało kocioł z gotującą się smołą...
Pochodzi z Lubomi koło Wodzisławia, z rodziny o bogatych tradycjach. Dziadek brał udział w powstaniach śląskich, ojciec został wcielony do Wehrmachtu, ale uciekł do Armii Andersa. Franek ma troje młodszego rodzeństwa, jednak jest od nich zupełnie inny. Siostry i brat ukończyli studia, on zadowolił się zawodową budowlanką.
Od dziecka rozkochał się w futbolu, ślęczenie nad książkami go nie interesowało. Młodszy brat Janek przypomina scenę z dzieciństwa: - Kiedyś tata otynkował dom. Zaprawa jeszcze nie wyschła, a Franek już trenował, odbijając od muru piłkę. Było po deszczu i elewacja zrobiła się łaciata. Dostał wtedy lanie, ale i tak nie zrezygnował z futbolu...
Cytat
â
Siedziałem wtedy trzy dni w hotelu kompletnie załamany. Chciałem się powiesić, ale zabrakło mi odwagi...â
â
Siedziałem wtedy trzy dni w hotelu kompletnie załamany. Chciałem się powiesić, ale zabrakło mi odwagi...â
Franciszek Smuda
Szkolni koledzy twierdzą, że Franka interesowały tylko piłka i dziewczyny. Był największym podrywaczem. Gdy Franek miał 24 lata, groźna kontuzja niemal skazała go na piłkarską rentę. Wtedy, w 1971 r., na zaproszenie kolegów poleciał do USA leczyć się i pracować. W rok po ślubie z Haliną, sklepową z Lubomi. Wyleczył się i grał w polonijnych klubach, ale potem znów posypały się kontuzje - częściej był kulawy niż zdrowy. Musiał pracować, by zarobić na leczenie i rehabilitację.
- Zatrudniłem się przy czyszczeniu tankowców w rafinerii. Kilku chłopaków przy malowaniu spadło. Śmierć na miejscu. Też wisiałem jak alpinista i malowałem. Jeszcze gorsza była praca w środku. Otworem, którym wypływał olej, właziło się do wnętrza. Pracowało się w maskach, bo tam nie było powietrza - tak opisywał swoje amerykańskie piekło. Był dumny, że może wysyłać pieniądze żonie, rodzicom i rodzeństwu.
Po powrocie do kraju grał w Legii Warszawa. - Wtedy zaprzyjaźniłem się z Kazimierzem Deyną. Od czasu do czasu wyskakiwaliśmy na jakąś zabawę. Śledzik, piwko, no i wiadomo... - wspominał Smuda. Chodziło oczywiście o kobiety, bez których obaj nie mogli żyć.
W małżeństwie Franciszka urodziły się dzieci - Grzegorz i Sabina - ale związek się sypał... Zresztą w 1977 r. Franek znów zostawił rodzinę i wyjechał z Deyną do USA. Chcieli tam rozwinąć własny biznes. Uciułane przez lata pieniądze powierzyli wspólnikowi, polonijnemu "biznesmenowi". Stracili wszystko - Kazimierz 300 tys. dolarów, Franciszek 250 tys. Dla Deyny skończyło się to tragicznie. Żona wyrzuciła go z domu, załamał się, zaczął pić. Zginął w wypadku, prowadząc samochód - znajomi uważali, że było to samobójstwo.
Cytat
â
Poszedłem do okulisty, bo coraz gorzej widziałem. A wyszedłem zakochany w pani doktor.â
â
Poszedłem do okulisty, bo coraz gorzej widziałem. A wyszedłem zakochany w pani doktor.â
Franciszek Smuda
Franciszek też był bliski targnięcia się na własne życie. - Siedziałem wtedy trzy dni w hotelu kompletnie załamany. Chciałem się powiesić, ale zabrakło mi odwagi - przyznał.
Za pożyczone pieniądze poleciał do Niemiec. Trochę grał, potem szkolił młodzież. W Kolonii skończył akademię trenerską. Rozwiódł się, miał dom w Norymberdze i nową kobietę. Ale gdy w 1993 r. dostał propozycję trenowania polskiej drużyny, porzucił wszystko i wrócił do kraju. Tu stwierdził, że musi od nowa uczyć się ojczystego języka. Lata na obczyźnie zrobiły swoje...
Małgorzata Drewniak-Smuda kibicuje drużynom, które trenuje jej mąż /Jacek Kurnikowski /AKPA
Trenował wiele drużyn - sukcesy przeplatały się z porażkami, ale jego renoma rosła. Zmieniał kluby i... kobiety. Jak żeglarz, w każdym życiowym porcie miał inną. Aż wreszcie zawinął do Krakowa.
- Poszedłem do okulisty, bo coraz gorzej widziałem. A wyszedłem zakochany w pani doktor - zwierzał się. Małgorzata Drewniak-Smuda potwierdza, że to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wybudowali dom w Krakowie, wzięli ślub. To stateczne podejście do życia ucieszyło Martę Smudę, mamę trenera.
- Dobrze, że Franek w końcu zmądrzał - skwitowała. A to ważna osoba w jego życiu. Choć wiekowa, nadal potrafi ostro skrytykować syna. I za życiowe sprawki, i za... trenerskie. - Jak mi się nie podoba, to zaraz mu powiem. Że źle ustawił albo za późno zmienił zawodnika - oświadcza buńczucznie.
Życie się Franciszkowi w końcu ułożyło. Z dziećmi z pierwszego małżeństwa ma regularne kontakty - Grzegorz z rodziną mieszka w Niemczech, Sabina z mężem w Wodzisławiu. Ma też dobre relacje z córką obecnej żony - Agatą. Jego największym hobby stało się w ostatnich latach... pielęgnowanie ogródka. Ale od 2009 r., kiedy został trenerem kadry Polski, jest w domu rzadkim gościem. Żona cierpliwie to znosi, bo dobrze wie, że jej Franek właśnie spełnia swoje największe życiowe marzenie.