Wpisy 3 318 776 – 3 318 875
8 sierpnia 2018 01:12 → 8 sierpnia 2018 07:15, 100 wpisów
Tadeusz po mistrzowsku wykonał minetę.
Najpierw lizał po wierzchu, czując tę podnietę
Zaczęła Zosia wzdychać, jęczeć, w końcu krzyczeć.
Tadeusz, by jej większej rozkoszy użyczyć,
Wsadził głębiej, języczkiem jak młynkiem obracał,
Rękami ją od dołu, aż do góry macał,
Przy czym język coraz głębiej wpychał
Obracając językiem coraz żywiej, głodniej,
Wreszcie zajęczał cicho i spuścił się w ... spodnie.
Chwile cicho poleżał i odpoczął krzynę
Tuląc nozdrza i usta w złocistą gęstwinę.
Wreszcie podniósł się z łoża, odszedł od Zosieńki
I z lekka ocierając włosy grzbietem ręki
Jął się żywo rozbierać. Zdjął pas z***ami,
Ściągnął kontusz i żupan, buty z cholewkami,
Koszule zdjął przez głowę, hajdawery złożył,
A gacie przemoczone na krześle położył.
Wreszcie usiadł na łożu, odsapnął troszeczkę.
Po jajach się pogłaskał, spojrzał na żoneczkę;
Suknia na twarz rzucona zasłaniała lice
Odsłaniając cycuszki, pępuszek i pice.
Widok ten znów krew wzburzył w panu Tadeuszu,
Choć się dopiero spuścił, nabrał animuszu.
Jął rozbierać żoneczkę, sposobić posłanie
By tym czasem poczekać, aż mu*** stanie.
Najpierw lizał po wierzchu, czując tę podnietę
Zaczęła Zosia wzdychać, jęczeć, w końcu krzyczeć.
Tadeusz, by jej większej rozkoszy użyczyć,
Wsadził głębiej, języczkiem jak młynkiem obracał,
Rękami ją od dołu, aż do góry macał,
Przy czym język coraz głębiej wpychał
Obracając językiem coraz żywiej, głodniej,
Wreszcie zajęczał cicho i spuścił się w ... spodnie.
Chwile cicho poleżał i odpoczął krzynę
Tuląc nozdrza i usta w złocistą gęstwinę.
Wreszcie podniósł się z łoża, odszedł od Zosieńki
I z lekka ocierając włosy grzbietem ręki
Jął się żywo rozbierać. Zdjął pas z***ami,
Ściągnął kontusz i żupan, buty z cholewkami,
Koszule zdjął przez głowę, hajdawery złożył,
A gacie przemoczone na krześle położył.
Wreszcie usiadł na łożu, odsapnął troszeczkę.
Po jajach się pogłaskał, spojrzał na żoneczkę;
Suknia na twarz rzucona zasłaniała lice
Odsłaniając cycuszki, pępuszek i pice.
Widok ten znów krew wzburzył w panu Tadeuszu,
Choć się dopiero spuścił, nabrał animuszu.
Jął rozbierać żoneczkę, sposobić posłanie
By tym czasem poczekać, aż mu*** stanie.
Zosieńka odrzuciwszy już wstydliwość wszelką
Na chuja spoglądała z ciekawością wielką,
Bo dotychczas o chuju niewiele wiedziała -
Raz od służebnych coś tam usłyszała,
Drugi raz leżąc w gaju rankiem, w cieniu drzewa,
Zobaczyła przypadkiem jak się chłop odlewa,
W grubej garści trzymając jakiś przedmiot wielki
I strząsając na liście ostatnie kropelki
I ciocia Telimena coś jej tłumaczyła,
Lecz Zosia nie słuchała, strasznie się wstydziła,
A teraz, żoną będąc, dziewczątko uznało,
że święty obowiązek zbadać sprawę całą,
Wiec spytała: "A to co? I do czego śluzy?
Przed chwilą taki mały, teraz taki duży,
O! jak to się rozciąga, jak to się rozwija,
Długi taki i gładki, niczym gęsia szyja.
- A cóż go to u dołu tak ładnie przystraja?"
Rzekł Tadeusz z powagą: "Zosiu to są jaja,
A to co cię w tak wielkie wprawiło zdumienie,
Zwie się (gdy obyczajnie nazwać) - przyrodzeniem.
Kutasem także zwane, chociaż często bywa,
Że pospólstwo i chłopstwo chujem to nazywa.
Przy tym istnieją inne przezabawne słowa...
A dziwne to bo przecież ręka albo głowa,
Choć większe i ważniejsze, jedna nazwę mają,
Jego zaś niewielkiego, różnie nazywają,
Naraz tylu mianami, Sędzia nieraz zrządzi:
"Jak się gorąc zaczyna, to mnie kuka swędzi".
Podkomorzy zaś wałem***a nazywa,
A Wojski zaganiaczem go nieraz przezywa,
Maciek mówi wisielec, bo już stać nie zdoła,
A Gerwazy na chłopskie dzieci nieraz woła:
"Nie baw się Wojtuś ptaszkiem". Jankiel cymbalista
Na chuja spoglądała z ciekawością wielką,
Bo dotychczas o chuju niewiele wiedziała -
Raz od służebnych coś tam usłyszała,
Drugi raz leżąc w gaju rankiem, w cieniu drzewa,
Zobaczyła przypadkiem jak się chłop odlewa,
W grubej garści trzymając jakiś przedmiot wielki
I strząsając na liście ostatnie kropelki
I ciocia Telimena coś jej tłumaczyła,
Lecz Zosia nie słuchała, strasznie się wstydziła,
A teraz, żoną będąc, dziewczątko uznało,
że święty obowiązek zbadać sprawę całą,
Wiec spytała: "A to co? I do czego śluzy?
Przed chwilą taki mały, teraz taki duży,
O! jak to się rozciąga, jak to się rozwija,
Długi taki i gładki, niczym gęsia szyja.
- A cóż go to u dołu tak ładnie przystraja?"
Rzekł Tadeusz z powagą: "Zosiu to są jaja,
A to co cię w tak wielkie wprawiło zdumienie,
Zwie się (gdy obyczajnie nazwać) - przyrodzeniem.
Kutasem także zwane, chociaż często bywa,
Że pospólstwo i chłopstwo chujem to nazywa.
Przy tym istnieją inne przezabawne słowa...
A dziwne to bo przecież ręka albo głowa,
Choć większe i ważniejsze, jedna nazwę mają,
Jego zaś niewielkiego, różnie nazywają,
Naraz tylu mianami, Sędzia nieraz zrządzi:
"Jak się gorąc zaczyna, to mnie kuka swędzi".
Podkomorzy zaś wałem***a nazywa,
A Wojski zaganiaczem go nieraz przezywa,
Maciek mówi wisielec, bo już stać nie zdoła,
A Gerwazy na chłopskie dzieci nieraz woła:
"Nie baw się Wojtuś ptaszkiem". Jankiel cymbalista
Zwie go smokiem lub bucem i rzecz oczywista
Jeszcze dziwniejsze nazwy ludzie wymyślają,
Ułani go na przykład pyta nazywają."
Tak wyjaśnił Tadeusz te sprawy powoli,
A potem wytłumaczył jak*** ***i,
I chcąc poprzeć naukę stanowczym przykładem
Zaczął wpychać... na próżno, chociaż ruszał zadem.
Choć sapał, choć się pocił, chuj się nie zagłębiał
Zdumiało to młodzieńca, ze po prostu zdębiał.
Jebiąc dotychczas ***y z francuskiej stolicy,
Lub nadobne szlachcianki z całej okolicy,
Nie miał dotychczas sprawy z prawdziwą dziewicą,
Z ciasną, nie wyrobioną i zamkniętą piczą
Co nie zaznała jeszcze***a żadnego
Więc gdzieżby się tam zmieścił taki chuj jak jego.
Bo nie było na ówczas pośród wszystkich ludzi,
Ni w Polsce, ni na Litwie ni na świętej Żmudzi,
Ani wśród drobnej szlachty, ni wielkich dziedziców,
Ani tez wśród Horeszków, ani wśród Sopliców,
Ani wśród Radziwiłłów - książąt przepotężnych,
Ani tez wśród Dobrzyńskich, znakomitych mężnych,
Ni wśród Bartków i Maćków - braci doborowej,
Ni wśród całej rozlicznej szlachty zaściankowej,
Nikt tak wielkiego chuja wówczas nie posiadał.
Dumny był zeń Tadeusz i dzielnie nim władał,
A do dumy takowej miał słuszne powody,
Bo na chuju mógł podnieść pełne wiadro wody.
Chuj Tadeusza mierzył jedenaście cali,
Gruby jak ręka w kiści, twardy jak ze stali,
Zahartowany w trudzie, co rzadko się kładzie,
Zdobny w jaja wielkie jak dwa jabłka w sadzie.
Jeden tylko Gerwazy za czasów młodości...
Słynął ponoć z***a podobnej wielkości.
I dziś jeszcze żartując szlachta pytla,
Co ma większe Gerwazy scyzoryk czy jaja.
Jeszcze dziwniejsze nazwy ludzie wymyślają,
Ułani go na przykład pyta nazywają."
Tak wyjaśnił Tadeusz te sprawy powoli,
A potem wytłumaczył jak*** ***i,
I chcąc poprzeć naukę stanowczym przykładem
Zaczął wpychać... na próżno, chociaż ruszał zadem.
Choć sapał, choć się pocił, chuj się nie zagłębiał
Zdumiało to młodzieńca, ze po prostu zdębiał.
Jebiąc dotychczas ***y z francuskiej stolicy,
Lub nadobne szlachcianki z całej okolicy,
Nie miał dotychczas sprawy z prawdziwą dziewicą,
Z ciasną, nie wyrobioną i zamkniętą piczą
Co nie zaznała jeszcze***a żadnego
Więc gdzieżby się tam zmieścił taki chuj jak jego.
Bo nie było na ówczas pośród wszystkich ludzi,
Ni w Polsce, ni na Litwie ni na świętej Żmudzi,
Ani wśród drobnej szlachty, ni wielkich dziedziców,
Ani tez wśród Horeszków, ani wśród Sopliców,
Ani wśród Radziwiłłów - książąt przepotężnych,
Ani tez wśród Dobrzyńskich, znakomitych mężnych,
Ni wśród Bartków i Maćków - braci doborowej,
Ni wśród całej rozlicznej szlachty zaściankowej,
Nikt tak wielkiego chuja wówczas nie posiadał.
Dumny był zeń Tadeusz i dzielnie nim władał,
A do dumy takowej miał słuszne powody,
Bo na chuju mógł podnieść pełne wiadro wody.
Chuj Tadeusza mierzył jedenaście cali,
Gruby jak ręka w kiści, twardy jak ze stali,
Zahartowany w trudzie, co rzadko się kładzie,
Zdobny w jaja wielkie jak dwa jabłka w sadzie.
Jeden tylko Gerwazy za czasów młodości...
Słynął ponoć z***a podobnej wielkości.
I dziś jeszcze żartując szlachta pytla,
Co ma większe Gerwazy scyzoryk czy jaja.
Otóż te pytę chciał Tadeusz Zosi
Na siłę wepchnąć, śmiechem się zanosi
Zosieńka, tak się bawi, śmieje do rozpuku
I jak dziecina woła: "a kuku, a kuku".
Nagle schwyciwszy zręcznie***a do ręki
Zanuciła przekornie słowa tej piosenki:
"Do dziury myszko, do dziury,
Bo cię tam złapie kot bury,
A jak cię złapie w pazurki,
To cię obedrze ze skórki".
"Myszka?" - krzyknął Tadeusz - "cóż to za myśl dzika
Nazwać sobie ot myszka, tego oto żbika.
Ja ci myszkę pokażę, zaraz pożałujesz,
Tak mówiąc, powstał z łóżka i wyszedł z pokoju
Do przedsionka, gdzie stała pełna beczka łoju,
Pełną ręką zaczerpnął, natłuścił***a,
Żeby błyszczał jak wielka czerwona kiełbasa.
Do pokoju powrócił, zaraz legł na łoże,
Pomacał dziurkę ręką, palcami poszerzył,
Przytknął równo***a, popchnął i uderzył,
Rozwarły się podwoje, coś tam z cicha trzasło
I wjechał chuj w pizdę jak nóż wjeżdża w masło.
Zabolało Zosieńkę, aż się popłakała
Rączęta załamując gwałtownie krzyczała:
"Wyjm, pan, wyjm natychmiast, to okropnie boli!"
Tadeusz jej nie słuchał, jebie, rżnie, ***i,
Ręce pod pupkę włożył i mocno je złączył,
Dymał, rąbał, chędożył, aż wreszcie zakończył,
Pięciokrotnie mistrzowsko zabawę powtórzył
Piec razy tez się spuścił, aż się w końcu znużył.
Żonę na bok odrzucił jako sprzęt zużyty,
Lecz*** jeszcze sterczał, wielki, chociaż syty.
Wnet tez świtać poczęło, Tadeusz zmęczony
Jak na męża przystało, legł dupą do żony.
Kołdrę na grzbiet nacisnąłł,
jaja się podrapaxĄTwarz do ściany odwrócił i mocno zachrapał.
Na siłę wepchnąć, śmiechem się zanosi
Zosieńka, tak się bawi, śmieje do rozpuku
I jak dziecina woła: "a kuku, a kuku".
Nagle schwyciwszy zręcznie***a do ręki
Zanuciła przekornie słowa tej piosenki:
"Do dziury myszko, do dziury,
Bo cię tam złapie kot bury,
A jak cię złapie w pazurki,
To cię obedrze ze skórki".
"Myszka?" - krzyknął Tadeusz - "cóż to za myśl dzika
Nazwać sobie ot myszka, tego oto żbika.
Ja ci myszkę pokażę, zaraz pożałujesz,
Tak mówiąc, powstał z łóżka i wyszedł z pokoju
Do przedsionka, gdzie stała pełna beczka łoju,
Pełną ręką zaczerpnął, natłuścił***a,
Żeby błyszczał jak wielka czerwona kiełbasa.
Do pokoju powrócił, zaraz legł na łoże,
Pomacał dziurkę ręką, palcami poszerzył,
Przytknął równo***a, popchnął i uderzył,
Rozwarły się podwoje, coś tam z cicha trzasło
I wjechał chuj w pizdę jak nóż wjeżdża w masło.
Zabolało Zosieńkę, aż się popłakała
Rączęta załamując gwałtownie krzyczała:
"Wyjm, pan, wyjm natychmiast, to okropnie boli!"
Tadeusz jej nie słuchał, jebie, rżnie, ***i,
Ręce pod pupkę włożył i mocno je złączył,
Dymał, rąbał, chędożył, aż wreszcie zakończył,
Pięciokrotnie mistrzowsko zabawę powtórzył
Piec razy tez się spuścił, aż się w końcu znużył.
Żonę na bok odrzucił jako sprzęt zużyty,
Lecz*** jeszcze sterczał, wielki, chociaż syty.
Wnet tez świtać poczęło, Tadeusz zmęczony
Jak na męża przystało, legł dupą do żony.
Kołdrę na grzbiet nacisnąłł,
jaja się podrapaxĄTwarz do ściany odwrócił i mocno zachrapał.
Jak na męża przystało, legł dupą do żony.
Kołdrę na grzbiet nacisnąłł,
jaja się podrapaxĄTwarz do ściany odwrócił i mocno zachrapał.
Ale Zosieńka nie śpi, leży na posłaniu,
Oczęta ma otwarte, nie myśli o spaniu.
Przedtem dziewicą będąc, tak bardzo się bała,
Lecz teraz gdy przywykła to by jeszcze chciała,
Chce obudzić małżonka, lecz Tadeusz chrapie,
Tuli się więc do niego, za***a łapie,
Do góry go uniosła, palcami ujęła,
Obudził się Tadeusz i z uśmiechem prawi:
"Spójrzcie no na tę plotkę, jak ja*** bawi"
Mówił kapitan Rykow: "toć powiadam pięknie,
Baby chujem nie straszcie, bo się nie przelęknie
U największych rycerzy chuj się boi".
Ale twoja Zosieńko, bez twojej urazy
Zrozum, żem tej nocy spuścił już sześć razy,
Trzeba chuja oszczędzać, pozwól mu odsapnąć,
Mogę ci jeśli pragniesz znów minetę chlapnąć.
Lecz lepiej daj mu spocząć, później znów kochanie
Weź go trochę do buzi, a na pewno stanie.
I wtedy ci pokaże figle rozmaite,
W Paryżu wyprawiano sztuki wyśmienite:
Przed lustrem, na siedząco, albo na stojaka,
Lub też konno na chuju, na boku, na raka,
Można tez między cycki, lub tez na podnietę,
Nie wadzi się wykonać podwójną minetę,
Jeśli wiesz co to znaczy... lecz Zosiu kochana
Zaraz się pobawimy, zaczekaj do rana,
Bo miękki*** nie daleko zajdzie.
Kołdrę na grzbiet nacisnąłł,
jaja się podrapaxĄTwarz do ściany odwrócił i mocno zachrapał.
Ale Zosieńka nie śpi, leży na posłaniu,
Oczęta ma otwarte, nie myśli o spaniu.
Przedtem dziewicą będąc, tak bardzo się bała,
Lecz teraz gdy przywykła to by jeszcze chciała,
Chce obudzić małżonka, lecz Tadeusz chrapie,
Tuli się więc do niego, za***a łapie,
Do góry go uniosła, palcami ujęła,
Obudził się Tadeusz i z uśmiechem prawi:
"Spójrzcie no na tę plotkę, jak ja*** bawi"
Mówił kapitan Rykow: "toć powiadam pięknie,
Baby chujem nie straszcie, bo się nie przelęknie
U największych rycerzy chuj się boi".
Ale twoja Zosieńko, bez twojej urazy
Zrozum, żem tej nocy spuścił już sześć razy,
Trzeba chuja oszczędzać, pozwól mu odsapnąć,
Mogę ci jeśli pragniesz znów minetę chlapnąć.
Lecz lepiej daj mu spocząć, później znów kochanie
Weź go trochę do buzi, a na pewno stanie.
I wtedy ci pokaże figle rozmaite,
W Paryżu wyprawiano sztuki wyśmienite:
Przed lustrem, na siedząco, albo na stojaka,
Lub też konno na chuju, na boku, na raka,
Można tez między cycki, lub tez na podnietę,
Nie wadzi się wykonać podwójną minetę,
Jeśli wiesz co to znaczy... lecz Zosiu kochana
Zaraz się pobawimy, zaczekaj do rana,
Bo miękki*** nie daleko zajdzie.
Tak mówił, a Zosieńka oczęta zamknęła,
I tuląc się do niego powoli zasnęła.
I śniła o niezmiernych rozkoszach zamęścia
Których zazna w latach małżeńskiego szczęścia.
I tuląc się do niego powoli zasnęła.
I śniła o niezmiernych rozkoszach zamęścia
Których zazna w latach małżeńskiego szczęścia.
Wstawaj multipasko banuj banuj banuj bo zaraz roz...pier...dole ten ***...ny czat
Taki jutro hujowy tasiemiec będzie
Xxxxxxxxxxxxxxxxxxcxxxxxxx
Xxxxxxxxxxxxxxxxxxcxxxxxxx
Smutny jesteś mój Penisie
Nie dziwię ci się
Bo choć w gaciach nie noszony
Ciągle jesteś przepocony
Ciągle smutno zwieszasz głowę
Licząc, że ja w czymś pomóc mogę
Hmmmm...niestety drogi członku
Dziewczęta nie stają w rządku
Może to wina facjaty
Żem w płeć żeńską niebogaty
Że ni drzwiami, ni oknami
Ani za dnia, ni nocami
Nie pukają kobiet tłumy
By wybudzić cię z zadumy
Żebyś znów do służby wrócił
I sflaczały stan porzucił
Czasy szybko się zmieniają
Priorytety inne mają
Niewiasty dzisiejszych czasów
Nie wzbraniają się***ów
Ale nim rozłożą nogi
Muszą pewność mieć niebogi
Że to nie jest wolontariat
Żeś ty nie szlachetny wariat
Że prócz zalet niewątpliwych
Oczu łzawych, dotknięć tkliwych
Nie wyzułeś się z pieniędzy
Któż by tkwić chciał w boskiej nędzy
Biblijne prawidła swoje
A ja bogactw się nie boję
Rzekła pewna osiemnastka
Zapraszając mnie do gniazdka
Ale coś mnie zniechęciło
Otrzeźwiło, odzrzuciło
Bo choć ona taka młoda
W oczach jej jeno wygoda
Uśmiech jakiś przyklejony
Oczu wyraz nieznajomy
Obcy, chłodny, bez uczucia
Zrozumienia i współczucia
Zadumałem się przez chwilę
Może jestem trochę w tyle
Może staroświecki nieco
I przez to na mnie nie lecą?
Lecz miłości szukam innej
Spontanicznej i niewinnej
By po pierwszej już kolacji
Nie doszło do kopulacji.
By podchody były tkliwe
I nieśmiałe, i wstydliwe
By nie pytała z nawykiem
Wolisz bez, czy też z połykiem
By przez wirus rozwiążłości
Innych wyzbyć się radości?
A gdy powiem że chcę loda
Nie uklęknie, z kuchni poda.
Tak więc widzisz członku drogi
Jesteśmy jak te niebogi
Porzucone w ciemnym lesie
Żadna ulgi nie przyniesie
Kończąc długie te wywody
Nie dla ciebie częste wzwody
Musisz sobie radzić sam
Ja ci tylko rękę dam!
Nie dziwię ci się
Bo choć w gaciach nie noszony
Ciągle jesteś przepocony
Ciągle smutno zwieszasz głowę
Licząc, że ja w czymś pomóc mogę
Hmmmm...niestety drogi członku
Dziewczęta nie stają w rządku
Może to wina facjaty
Żem w płeć żeńską niebogaty
Że ni drzwiami, ni oknami
Ani za dnia, ni nocami
Nie pukają kobiet tłumy
By wybudzić cię z zadumy
Żebyś znów do służby wrócił
I sflaczały stan porzucił
Czasy szybko się zmieniają
Priorytety inne mają
Niewiasty dzisiejszych czasów
Nie wzbraniają się***ów
Ale nim rozłożą nogi
Muszą pewność mieć niebogi
Że to nie jest wolontariat
Żeś ty nie szlachetny wariat
Że prócz zalet niewątpliwych
Oczu łzawych, dotknięć tkliwych
Nie wyzułeś się z pieniędzy
Któż by tkwić chciał w boskiej nędzy
Biblijne prawidła swoje
A ja bogactw się nie boję
Rzekła pewna osiemnastka
Zapraszając mnie do gniazdka
Ale coś mnie zniechęciło
Otrzeźwiło, odzrzuciło
Bo choć ona taka młoda
W oczach jej jeno wygoda
Uśmiech jakiś przyklejony
Oczu wyraz nieznajomy
Obcy, chłodny, bez uczucia
Zrozumienia i współczucia
Zadumałem się przez chwilę
Może jestem trochę w tyle
Może staroświecki nieco
I przez to na mnie nie lecą?
Lecz miłości szukam innej
Spontanicznej i niewinnej
By po pierwszej już kolacji
Nie doszło do kopulacji.
By podchody były tkliwe
I nieśmiałe, i wstydliwe
By nie pytała z nawykiem
Wolisz bez, czy też z połykiem
By przez wirus rozwiążłości
Innych wyzbyć się radości?
A gdy powiem że chcę loda
Nie uklęknie, z kuchni poda.
Tak więc widzisz członku drogi
Jesteśmy jak te niebogi
Porzucone w ciemnym lesie
Żadna ulgi nie przyniesie
Kończąc długie te wywody
Nie dla ciebie częste wzwody
Musisz sobie radzić sam
Ja ci tylko rękę dam!
Witam czasami się zastanawiam czy my musimy te teksty wulgarne tu widzieć ...ludzi i ich do bani wychowanie ,z rynsztoku ,brak kultury ......masakra
czesc wszystkim psuje nam multipasko za chwile pasko zamknie nam czat przez czlowieka ktory wypije i nie wie co robi
Dusia.
Doktor.
a ja się tak zastanawiam ,czy położna po narodzinach zamiast w dupsko.. to nie pizła co niektórych w główkęi teraz są tego takie skutki
brak slow
Na dole strony jest Kontakt do Pasko.
1. Telefon.
2. GG.
3. @
1. Telefon.
2. GG.
3. @
Kiedyś jak m77 pisała przekleństwa na Mp, to reakcja po sms była natychmiastowa.
Dusia.
Masz rację, że tego nie czytasz.
Masz rację, że tego nie czytasz.