| Dodaj wpis w tym temacie
Spis tematów | Strona: 1 2 ... 6 7 8 ... 34 35 Wyślij wiadomość do admina |
| Przewiń wpisy ↓ | POEZJA - czyli cos dla :) wielu |
2006-03-26 (22:45) rudaData rejestracji: 2005-07-24 Ilość postów: 995 | wpis nr 55 230 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Serafin, ja tez wielu rzeczy sie w zyciu zapieralam. Potem wlazilam po stól i cienkim glosikiem odszczekiwalam. Nie jestem juz taka uparta jak dawniej. Zycie jest przewrotnym \"korektorem\". Teraz wole uzywac slowa \"prawdopodobnie\". ruda |
2006-03-26 (22:47) serafinData rejestracji: 2005-12-13 Ilość postów: 3032 | wpis nr 55 231 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Kochane Kobiety...a bez was... Wystarczy jedno slowo:POEZJA uwielbiam Grochowiaka |
2006-03-26 (22:48) serafinData rejestracji: 2005-12-13 Ilość postów: 3032 | wpis nr 55 232 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Poezja...moglo zabrzmiec dwojako,ale na pewno Wiecie o co mi chodzilo ... |
2006-03-26 (22:48) OpalxxxxxData rejestracji: 2005-07-25 Ilość postów: 2834 | wpis nr 55 233 [ CZCIONKA MONOSPACE ] \"Lustro \" Patrze w zielone oczy i przez zielone widze wiat Niedbalym ruchem poprawiam wlosy Myle \" Ze mna jest chyba co nie tak...\" Bezczelnie wbijam wzrok w szaroci tafle Szukam nadziei, lecz jej wciaz brak Pytajac ciagle: Skad ja ja znam? Dotykam dlonia zimnego szkla. |
2006-03-26 (23:00) serafinData rejestracji: 2005-12-13 Ilość postów: 3032 | wpis nr 55 238 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Adamowicz Boguslaw, Noc taka piekna!... Noc taka piekna!... Z blekitów patrzy gwiazd plejada, Fala gwarzy i blyska ponad tonia ciemna, Las pi we mgle i przez sen cicha ban powiada... Noc taka piekna!... Ach czemuz ty nie jeste ze mna?... Tam, w ogrodzie dwie lilie zakochane rosna, Won rozkoszna z kielichów pochylonych plynie... Tam, za rzeka, dwa glosy nuca pien milosna, Teskne echo po wodnej ciele sie równinie... Pien zamilkla... Cyt... Slysze plusk plynacej lodzi... LódL przemknela i znikla, w lódce - ludzi dwoje... Od szpaleru won lilij rzewna mie dochodzi... Milcza brzegi, drza gwiazdy, lnia przejrzyste zdroje. Fala blyska i ganie... Lekki wietrzyk wzdycha, Las sie budzi, szmer biezy w jego glab tajemna... Wietrzyk ustal, szum zamilkl... Noc tak jasna, cicha, Noc tak bloga... Ach czemuz ty nie jeste ze mna?!... ************************************************** jw Ukolysana Powiew poranku po nocy marzenia Coraz to teskniej i pieci i chlodzi, Coraz to cudniej zdrój szczecia sie spienia, Coraz to slodziej, i slodziej, i slodziej... Coraz to rzewniej czar do snu ja kloni, Coraz to mgliciej jej oko sie mruzy... Coraz to tkliwiej drzy ucisk jej dloni, Coraz to dluzej, i dluzej, i dluzej... Coraz to blizej - jej glówka zmeczona, Coraz to mielej na pier ma sie tuli, Coraz to ufniej sie garnie w ramiona, Coraz to czulej, i czulej, i czulej... Coraz to rzewniej, i teskniej, i senniej, Coraz to wolniej serduszko jej dyszy... Coraz pogodniej, spokojniej, promienniej, Coraz to ciszej, i ciszej, i ciszej... ech......... |
2006-03-26 (23:09) serafinData rejestracji: 2005-12-13 Ilość postów: 3032 | wpis nr 55 240 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Slonimski Antoni, Obrona ksiezyca Przyjaciel zakochanych, poetów towarzysz, Rozjania noce nasze wierne od stuleci. Z toba jest, który kochasz, z toba, który marzysz. Któz ma bronic ksiezyca, jeli nie poeci? Niech plynie we nie srebrnym. Czyz ziemi nie starczy Na wieczny trud Syzyfa i rozpacz Antygon, Ze trzeba tej strzelniczej, pozaziemskiej tarczy, Co niebo zmienia w rakiet kosmicznych poligon? Chciwy pozeracz trupów zwierzecych, chutliwy Morderca i niszczyciel plodny bez rachunku, Wiedzieny przez natury dwa imperatywy: Obrone wlasnej skóry i ciagloc gatunku, Juz ronie, juz sie zbroi astralny bohater, Co Mare Imbrium, ciche Mare Tenebrarum, Doline Herodota i Tychona krater Napelni bólem ludzkim i ziemskim koszmarem. Prawo moralne we mnie, a niebo gwiaLdziste Nade mna. Cóz, gdy prawo przemoca hanbione. Niech wiec kraza ksiezyce w biegu nie zmienione I niech przynajmniej niebo pozostanie czyste. Dobranoc... |
2006-03-26 (23:11) OpalxxxxxData rejestracji: 2005-07-25 Ilość postów: 2834 | wpis nr 55 243 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Marian Opania \"SpóLniony erotyk\" Snem jeste mi i zapomnieniem Kiedy zle okna szczerza lepia I ciemnoc w kolo nieprzytulna I mroczne niebo sie wysklepia Gwiazdy jak mole gryza przestwór Zly ksiezyc niczym Hades pala Tylko twa bliskoc wciaz potrzebna Nalewa spokój w nasze ciala Bezwinne okna patrza cieplo Noc obejmuje reka matki I ksiezyc - wladca snów i zwidzen Pakuje mieszne swe manatki BadL przy mnie blisko Nie odtracaj dloni Nie zawsze dobrej, mily Nie zapominaj Zapominaj By miloc nam sie nie przenila BadL ... Nie odtracaj ... Nie zapominaj Snem jeste |
2006-03-27 (23:40) serafinData rejestracji: 2005-12-13 Ilość postów: 3032 | wpis nr 55 368 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Co dla Ciebie Aniu...jak myle KOTY Kochankowie namietni i sawanci chlodni, Kiedy czas ich dojrzewa, jednako sprzyjaja Pysznym kotom lagodnym , co mieszkan sa chwala, Jak oni zasiedziale u domowych ogni. Przyjacioly nauki i lubieznych checi W cisze sie pograzaja przez groze ciemnoci; Ereb gonców zalobnych dalby im godnoci, Gdyby dume swa sluzbie umialy powiecic. W zamyleniu majestat maja niedocigly Wielkich sfinksów, co w glebi pustyni zastygly, Jakby w wieczny zapadly sen odretwiajacy. Po ich ledLwiach rodzajnych plyna skry magiczne I gwiezdnymi pylami, jak piach migoczacy, Polyskuja ich bledne Lrenice mistyczne. (Charles Baudelaire ----------------------------------------------------------------------------------- BAJKA O KOTACH to nie ciany to koty maja uszy czworonozni agenci Pana Boga zeslani na ziemie aby szpiegowac Adama przymilnym ocieraniem grzbietów wkradaja sie w laski naszych chalup nic nie mówia podsluchuja najskrytsze szepty nie ujda kociej uwadze wszedzie ich pelno na kolanach za uchem pod nogami gdy je wyrzucamy podsluchuja za drzwiami sieni w nocy koty wlaza pod lózka zapalaja czerwone latarnie oczu i w ich blasku wszystko skrzetnie spisuja (notesiki chowaja rano do mysiej dziury) a potem na sadzie ostatecznym dziwimy sie skad Pan Bóg o nas wszystko wie... Józef Baran -------------------------------------------------------------------- CZARNY KOT pytalem starego czlowieka jak mu przeszlo zycie otworzyl na ociez drzwi po chwili zawarl - tak mi przeszlo odrzekl (do izby wskoczyl z sieni czarny kot i usiadl na jego ramieniu) jw. ------------------------------------------------------------------ RUM-TUM-TUMEK Rum-Tum-Tumek to zaiste Dziwadla Kociego wzór: Ty mu dajesz bazanta, on chce kuropatwe. Ty jemu kawalerke, on wolalby dwór, Ty mu dwór, a on w nosie rezydencje ma twe. Ty go szczujesz na mysz, a on pyta, gdzie szczur, Ty szczura, a on mysz. Tak, sprawy nielatwe, Bo Rum-Tum-Tumek to Dziwnego Kota wzór I prózno bym tu naduzywal swady, On i tak sobie Jak zrobi, tak zrobi, I nie ma na to zadnej rady! Rum-Tum-Tumek to meczydusza, ze az mdli; Jak ty wpucisz go, to on chce byc na dworze, Zawsze jest nie po tej stronie drzwi I jeli w domu, to chce wyjc, ja sie zaloze. Najchetniej w szufladzie biurka sobie pi, A jaki wrzask, gdy sie wydostac z niej nie moze! Tak, Rum-Tum-Tumek to Dziwnego Kota wzór I ani cienia nie ma w tym przesady, On i tak sobie Jak zrobi, tak zrobi, I nie ma na to zadnej rady! Rum-Tum-Tumek to zaiste dziwaczny zwierz; On w przekorze osiaga finezje. Dasz mu rybe, to on dziwi sie, jak ty miesz, A jak nie ma ryby, to juz królika nie zje. Dasz mu mietany, to prycha i jej nie ruszy, Bo on lubi to, co znajdzie sam, Wiec zastaniesz go w mietanie po uszy W spizarni, jeli ja schowale wlanie tam. Rum-Tum-Tumek pomyslowy jest i rzutki, Rum-Tum-Tumek nie dba o pieszczotki, Lecz na kolana wskoczy ci w rodek robótki, Bo im straszniejszy bajzel, Tym dla niego bardziej slodki. Tak, Rum-Tum-Tumek to Dziwadla Kociego wzór I daremne bylyby moje tyrady, On i tak sobie Jak zrobi, tak zrobi, I nie ma na to zadnej rady! Z angielskiego przelozyl Robert Stiller Thomas Stearns Eliot i jego przedziwne koty... Pozdrawiam cdn kiedy...oczywicie... |
2006-03-27 (24:18) OpalxxxxxData rejestracji: 2005-07-25 Ilość postów: 2834 | wpis nr 55 380 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Dziekuje za te piekne wiersze o kotach \"W blaskach zachodu\" Achmatowa Anna W blaskach zachodu pozólkl wiat, Czule kwietniowy chlód sie skrada. SpóLnile sie o tyle lat, A jednak jestem tobie rada. SiadL blizej, usiadL przy mnie tuz I umiechajac sie oczami, Na ten niebieski zeszyt spójrz - Dziecinny zeszyt mój z wierszami. Przebacz, ze tonac w smutku zlym Cieszyc sie sloncem nie umialam. Przebacz i to, ze w zyciu mym Innych za ciebie czesto bralam. |
2006-03-27 (24:31) serafinData rejestracji: 2005-12-13 Ilość postów: 3032 | wpis nr 55 382 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Prawie nie ogladam telewizji,ale dzisiaj jest Ostatni Mohikanin(Polsat) z genialna muzyka Trevora Jonesa i Randy Edelmana...jest cudowna,szczególnie ostatnie 20 min,film jest tez wspanialy Polecam i do losowAnia |
2006-03-27 (25:55) OpalxxxxxData rejestracji: 2005-07-25 Ilość postów: 2834 | wpis nr 55 408 [ CZCIONKA MONOSPACE ] \" Obiecuje na Dzien Wiosny \" Obiecuje, na Dzien Wiosny, przestac sie bez przerwy smucic, w strone slonca wyslac myli, by zielonoc w nich przywrócic... chlonac radoc wraz z wiergotem, co unosi sie od witu poprzemycac platki miechu ... by dosiegnac bram blekitu. Juz oswajam promien teczy, pejzaz wspomnien tez maluje cieplem serca go dotykam - sprawdzam, czy lze jeszcze czuje. I cichutko, na paluszkach, by nie ploszyc w snach nadziei spadajace lapie gwiazdy w sercu skladam po kolei ... |
2006-03-27 (25:59) serafinData rejestracji: 2005-12-13 Ilość postów: 3032 | wpis nr 55 411 [ CZCIONKA MONOSPACE ] I nigdy sie nie poddawaj Czarodziejko... Kiedy moja kochana rodzinka tak byla pewna mierci bliskiej mi osoby,ze rozparcelowala mnie i moja siostrzyczke miedzy siebie(ojciec od roku niezyl). Mialem wtedy 18 lat i 6-letnia siostre...Tylko,ze wiesz co,ta osoba wyzdrowiala i zyje po dzi dzien,pracuje,jest ....Ja natomiast od tamtej chwili rodziny (czeciowo) juz nie mam.Umiercili mi matke za zycia i nigdy im tego nie wybacze.Jednak najwazniejszy warunek -Nigdy sie nie poddawaj i wbrew wszystkiemu i wszystkim. Glowa do góry ....przyjaciólko od wierszy |
2006-03-28 (02:14) rudaData rejestracji: 2005-07-24 Ilość postów: 995 | wpis nr 55 416 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Anulka!! Przepraszam,ze wcinam sie w Twoje smutki. Domylam sie co przezywasz. Serafin ma racje - umiech na twarz i miloc z nadzieja w serduchu. Bardzo serdecznie Cie wspieram. rudzielec |
2006-03-28 (02:15) OpalxxxxxData rejestracji: 2005-07-25 Ilość postów: 2834 | wpis nr 55 417 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Rafciu - dziekuje. Jezeli czytale duzo wczeniej forum, to wiesz, ze mam goraca krew, czule serce, optymizm i sile przetrwania w sobie. Ja musze byc silna i nikt mnie w tym nie zastapi. Nasz szpital jest tak przepelniony, ze mimo pogarszajacych sie ciagle wynków - przyjma tate w poniedzialek dopiero. Nasza rzeczywistoc. Jedno jest tylko pocieszajace, ze po moich domowych miksturach przestal goraczkowac, a goraczkowal od 6 tygodni. Mam nadzieje i nie pozwole jej sobie zabrac. Jeszcze raz dziekuje za rozmowe - przyjacielu \"od wierszy\" |
2006-03-28 (03:14) OpalxxxxxData rejestracji: 2005-07-25 Ilość postów: 2834 | wpis nr 55 419 [ CZCIONKA MONOSPACE ] RUDA - bardzo dziekuje za te slowa wsparcia. Ja jeszcze nie wiem dokladnie co mnie za chwile czeka, ale te chwile pociechy sa bardzo pomocne. |
2006-03-28 (08:19) rudaData rejestracji: 2005-07-24 Ilość postów: 995 | wpis nr 55 420 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Aniu!!! Pamietaj, ze TY znasz Tate najlepiej.Twoja miloc i wiedza lekarzy to potega.Ja trafialam na cudownych lekarzy, gdy mój Tatusiek potrzebowal pomocy.Nie pozwalalam sobie wciskac glupot.Pytalam,czytalam, obserwowalam i glaskalam (delikatny masaz). Dbaj tez o siebie. Pa ruda |
2006-03-28 (10:10) OpalxxxxxData rejestracji: 2005-07-25 Ilość postów: 2834 | wpis nr 55 425 [ CZCIONKA MONOSPACE ] \"Aniol \" -Makuszynski Kornel Bardzo sympatyczny Aniol polozyl sie na chmurze, rece splótl pod glowa i patrzyl zadumany w firmament. Zmeczony byl ogromnie, gdyz poprzedniego dnia byla niedziela, wiec przez caly dzien musial kleczec z kadzielnica, w która sprytne, male aniolki dosypywaly wciaz bursztynowego zlota i najwonniejszych ziól rajskich; wieczorem znów piewal przy organkach, na których doc falszywie, jak na kobiete przystalo, grala wieta Cecylia, dyplomowana nauczycielka chórów anielskich. Skrzydla zlozyl starannie, aby sie nie pomiely, zdmuchnal najblizsza gwiazde, by go nie razila w oczy migajacym, niespokojnym wiatlem, i trwal w zadumie. Lezal na bialej, miekkiej chmurze, jak na okwieconej mleczami lace, i chwial sie lekko razem z nia. W niebie zaczeto dzwonic na Aniol Panski, albowiem chmury zarózowily sie z lekka. Jaki wiety staruszek wyszedl przed brame, wyciagnal przed siebie reke i przez chwile ja tak trzymal. - Bedzie pogoda - mruknal potem zadowolony i powlókl sie powoli na nieszpory. W oddali jakie ziemskie morze poczelo ociekac krwia; slonce syknelo z bólu, dotknawszy zimnej wody brzegiem rozpalonego do bialoci kregu. Po falach splynelo sloneczne zloto, wody staly sie spokojne, jakby zachwycone i oniemiale z podziwu. Z ziemi podniosly sie mgly, chwile blakaly sie ponad obszarem lepnacych stawów, które w dzien patrza w niebo jak rozszerzone nadmiernym zdziwieniem oczy, i nad polami, które sie przeciagaly leniwie przed snem; potem, po krótkiej naradzie, rozpelzly sie po sadach i pochowaly w galeziach drzew. Zadumany Aniol przykleknal na chmurze, reke podniósl do oczu i dlugo wpatrywal sie w tumany wlóczacych sie mgiel. Potem cicho i ostroznie wygladzil biale, dlugie skrzydla, zgarnal z czola geste, zlote pukle, obejrzal sie badawczo i zsunal sie z chmury. Zatrzepotaly skrzydla, a za chwile lot stal sie cichy i wspanialy jak lot orli. Aniol szerokimi, orlimi kregami krazyl nisko nad ziemia i rozpoznawal okolice. Zmarszczyl czolo i wytezyl wzrok, po czym powoli, kolujac dlugo, dotknal stopami ziemi. Slonce juz dawno umarlo i pogrzebione jest w morzu. Drzewa, krzepko zaparlszy sie korzeniami, pochylily korony jakoby pod ciezarem, rozwarly konary jak ramiona i dLwigaly na sobie mrok, który sie na nie walil glazem. Brzozy, stojace samotnie, ogladaly sie zatrwozone i bezbronne. Aniol stapal cicho, patrzac dokola siebie i tak doszedl az do skraju lasu stala samotna chata. Przez brudne szyby okienek przeciekalo wiatlo senne i leniwe. Serce w nim zaczelo tluc sie niespokojnie; wstrzymal oddech w piersi i poczal stapac na palcach. Przelazl plot i zblizyl sie do okna. Rozejrzal sie, czy go kto nie ledzi, potem, cichutko podszedlszy, zajrzal w glab chaty. Jaki ptak krzyknal przez sen. Aniol przestraszony przytulil sie do ciany i chwile tak stal nieruchomy. Zajrzal znów, lekko uderzyl palcami o szybe i czekal. Od czasu do czasu przebiegl po nim zimny dreszcz nocnego chlodu; biedny Aniol otulil sie w skrzydla i drzal na zimnie. Na koncach skrzydel pozostaly zielone lady zroszonej trawy, pióra przemokly wilgocia nocy, rece mial az sine. Skrzypnely drzwi. Aniol przywarl calym cialem do ciany i z lekiem spogladal w czarna jame wejcia do chaty. Na progu stanela dziewczyna, wychylila glowe i patrzyla w ciemnoc. Aniol zaszelecil cichutko skrzydlami; spojrzala w te strone i dojrzala wiecaca w ciemnoci plame. - To ja ... - szepnal biedny Aniol. Dziewczyna podniosla palec do ust, nakazujac mu milczenie. - Cicho! ojciec uslyszy... Stanela przy nim i razem poszli w strone sadu; sad sie az zanosil od woni; znuzone upalem kwiaty marnowaly cudne zapachy. Aniol wlókl dlugie skrzydla po ziemi i zgarnial nimi rose. Przystaneli pod jablonia i trwozliwie obejrzeli sie poza siebie. Dziewczyna miala, rzecz prosta, przeliczne czarne oczy i usta piekniejsze niz piekne; pod gruba koszula rwaly sie cudnego ksztaltu piersi; rece miala za to czerwone, popekane i brudne. Aniol patrzyl na nia z bezmierna milocia. Potem, jakby przypomniawszy co sobie, nachylil sie ku niej i szepnal: - Nie zajezdza tu kiedy pod las Jacek Malczewski? - 2aden taki tu nie byl - odpowiedziala cicho anielska dziewczyna. Aniol odetchnal z ulga... - Mam szczecie... Ten by mnie poznal... I przytulil sie do jej brudnych, popekanych rak. - Czemu wczoraj nie przyszedl? Bylam sama, ojciec z bratem rozbijali w lesie. Aniol westchnal. - Tego powiedziec ci nie moge, dziewczyno spod lasu. Tego mi powiedziec nie wolno. - Jak nie, to nie... - Wiesz tylko, ze nie stad jestem i ze cie tak miluje, jak cie nikt na wiecie milowac nie moze. Ujal jej czerwona reke swoja, przewiecajaca jak plat kwiatu, i tak trwali... Wonie sadu zaczely ich powoli okrazac weze, cicho i bez szelestu. W glowach czuli zawrót. Gdzie na skraju lasu krzyknal puchacz, wiec nagle przywarli do siebie. Aniol otoczyl ja skrzydlami i zamglonym wzrokiem wpatrywal sie przez ciemnoc w jej oczy, takie czarne jak ciemnoc. - Milujesz mnie? - szepnal w upojeniu. - Na mierc... I wpili sie ustami w usta w pocalunku, który jest jak obled i który jest jak nieskonczonoc. Potem bylo slychac tylko westchnienia, ogromnie ciche, jakby zmeczone bardzo. Kwiaty poczely padac z jabloni i rosa. Swit przecieral oczy i jakby na palcach sie podnióslszy, przezieral ponad las przez sina szpare w chmurach. Zbudzil sie jaki ptak i poznal Aniola. - Aniol!... Aaniol!... Po sadzie poszedl szmer, ze Aniol jest pod jablonia. - Odejc musze - szepnal Aniol dzien sie rodzi i ludzie zaraz wyjda na goScince. - Uwazaj na psy i na polowego straznika, który sie po skraju lasu wlóczy. Aniol spojrzal raz jeszcze w oczy dziewczece i odszedl powoli, wciaz sie ogladajac. - Aniol!... Aniol!... - wolaly za nim ptaki. Jaki kos gwizdnal przeciagle, a wróble zanosily sie od miechu. Wstawal dzien z ropa snu w oczach, które mruzyly sie, nie mogac jeszcze prosto patrzec w slonce. Las ziewnal przeciagle. Aniol przelazl chylkiem przez ploty, spojrzal z litocia na konce zroszonych skrzydel i wyszedl na droge zlota od pylu. WycIagnal reke przed siebie, azeby zbadac kierunek wiatru, obrócil sie blada twarza ku zachodowi, rozpedzil sie kilkoma krokami i odbil sie silnie od ziemi. Bil szybko skrzydlami powietrze i podniósl sie ku górze. A wtedy, na widok olbrzymiego ptaka zerwalo sie z lak wrzeszczace stado wron i polecialo w pogon za nieszczesnym Aniolem. Dopadly go po chwili i okrazyly, jak uradowany tlum okraza na rynku pstro odzianego czlowieka. Podniósl sie opetany w:rzask. Wronie stado przecielo mu droge, bilo w mego dziobami, czyniac za kazdym razem krzyk jeszcze wiekszy, ile razy udalo sie wyrwac Aniolowi pióro ze skrzydel albo zakrwawic mu piersi. Aniol szarpnal sie niespokojnie i podniósl sie nieco wyzej. Wronia tluszcza zagrzewajac w sobie krzykiem odwage, pomknela za nim. Aniol poczal szybko uderzac skrzydlami, broniac sie rozpaczliwie; od czasu do czasu syknal z bólu i opadal wciaz nizej. W powietrzu, w pelnym juz slonecznym blasku, klebil sie ogromny tuman; pierze, chwiejac sie, lecialo z wiatrem na laki. Wrzeszczaca halastra krzyczala wnieboglosy, upojona zwyciestwem. Aniol, z szeroko rozwartymi oczyma, pokrwawiony i zmeczony, bil coraz slabiej skrzydlami powietrze. Opodal chaty pod lasem, w której okna pukal niedawno, dojrzal stóg siana. Rozpaczliwym ruchem rzucil sie w powietrzu w te strone, dopadl stogu i skryl sie pod jego strzecha. Mial w oczach dwie wielkie lzy; skuliwszy sie patrzyl, co sie dzieje z gromada wron. Wrony krazyly nad stogiem, krzyczac pogardliwie i drwiaco. Biedny Aniol przymknal oczy, rozchylil usta i odpoczywal ciezko dyszac; po twarzy splywala mu krew, a rece drzaly ze wzruszenia. Oddech stawal sie bezsilny, wreszcie Aniol sklonil glowe na piersi, westchnal gleboko jak dziecko i zasnal jak zmeczone dziecko. Co przez sen mówil, czasem sie zrywal i prezyl skrzydla, zanim go ujal sen gleboki i silny. A dziewczyna z czarnymi oczyma, ujrzawszy walke Aniola z ptasia halastra, patrzyla wciaz w góre. Potem kiedy Aniol usnal pod strzecha stogu, szybko pobiegla do chaty. Za chwile wyszedl z niej rudy zbój piegowaty i przecieral oczy. W rekach mial widly, a drugi za nim szedl mlody, potworny zwierz z rozwichrzona czupryna, ze sznurem w rekach. - Widze go, pi... - szepnela dziewczyna. - Cicho, zeby nie uciekl... Wszyscy troje podeszli do stogu. - Jest? - Jest - chrapie. Rudy zbój przystawil ostroznie drabine; skradal sie powoli, jak kot, na szczyt stogu; w rece mial postronek. - Gdyby chcial uciekac, pchnij go widlami. - Nie ucieknie! Zbój stanal na ostatnim szczeblu drabiny; osadzil sie silnie, zaparl oddech w piersi, wsunal glowe pod strzeche i nagle chwycil rekoma oba skrzydla anielskie. - Jezu! - krzyknal Aniol. - Jest! - darl sie zbój. - Trzymaj go mocno... silny jest! krzyczala z dolu dziewczyna z czarnymi oczyma. Po chwili ciagnal rudy zbój nieszczesnego Aniola na ziemie; omdlaly, miertelnie blady, slanial sie Aniol na nogach. Sznurem zwiazano mu rece i skrzydla; rudy zbój tracil go piecia w plecy. - Nie jecz! Aniol sie zachwial i upadl na twarz; powlekh go w strone chaty i uwiazali do plotu. Aniol stal oniemialy z rozszerzonymi oczyma; serce sie w nim tluklo jak u ranionego ptaka. Zbóje staneli przed nim. - Ladny jest! - krzyknal rudy. - Skrzydla ma ladne - mówila dziewczyna z czarnymi oczyma. Aniol rozszerzyl oczy jeszcze bardziej i zaplakal patrzac na jej zle, czarne oczy, ktore po raz pierwszy widzial w sloncu. Slonce parzylo go strasznie; krople potu mieszaly sie ze lzami i splywaly po twarzy bledszej od najbledszego platka rózy. Potem zmartwial i pochylil glowe, od czasu do czasu tylko niespokojnie rzucil na nich oczyma, czekajac na to, co uczynia. - Bedziesz tu tak stal do zachodu slonca - rzekl zbój rudy, zamial mu sie w twarz i poszedl ku chacie. - Nie bój sie, nic ci sie zlego nie stanie - zamiala sie dziewczyna i wszyscy odeszli. Aniol patrzyl za nimi nieruchomymi, zalzawionymi oczyma, potem niemialo podniósl je ku niebu. Nikt go stamtad nie dojrzal; biale chmury walesaly sie bez celu, omijajac sie wzajemnie. Sloneczny zar lecial z góry i prazyl wszystko; ziemia oddechala z trudnocia jak czlowiek bardzo chory, drzewa beznadziejnie zwiesily galezie jak bezradnie opuszczone ramiona. Staw szklil sie jak zaszla bielmem Lrenica; po dalekim gocincu wedrowalo slonce, zostawiajac zlote lady na puszystym pyle. Piersiami Aniola wstrzasnal nagly dreszcz; szarpnal sie i jeknal; sznur wpil mu sie w skrzydla i w rece. Opucil biedna glowe i cicho lkal... A kiedy sie slonce mialo ku zachodowi, wyszli zbóje z chaty. w nim sie zerwalo serce, jak sploszony golab do ucieczki sie zrywa, i zaczelo uderzac niespokojnie; wodzil oblakanymi z trwogi oczyma i szarpal sie w wiezach. Rudy zbój podszedl ku niemu, spojrzal na niego z pogarda i poczal odwiazywac od plotu. Potem pochwycili go z drugim i powalili na ziemie, tak ze jej twarza dotykal, a dziewczyna przytrzymywala mu silnie rece. - Rwij! - krzyknela - juz sie nie ruszy. Rudy zbój ujal jedno pióro skrzydla i szarpnal. - Aaaa!... - jeknal Aniol tak strasznie, ze dreszcz po nich przeszedl. Trysnela krew i poczela plamic skrzydla. Zbój ujal drugie i szarpnal jeszcze silniej. - Aaaa!... - jeszcze straszniej jeknal nieszczeliwy Aniol. Potem juz coraz ciszej i ciszej, az omdlal zupelnie z bezmiernego bolu, który mu strasznie cudna twarz wykrzywil. - Omdlal!... - Przestal dyszec, ale zyje... - Taki nie moze umrzec - rzekla dziewczyna z czarnymi oczyma. Rozwiazali mu rece, zgarneli wydarte ze skrzydel pokrwawione pióra i poszli. Kiedy go chlód nocy obudzil traciwszy go mocnym dreszczem, Aniol otworzyl krwia nabiegle oczy; potem zasie jakby nieprzytomny powlókl sie przed siebie i tak sie dowlókl az do gocinca. Z odartych skrzydel ociekala krew i saczyla sie na proch ziemi. Nogi sie uginaly pod nim, ale szedl wciaz przed siebie, slaniajac sie tak jak kwiat umierajacy. Kolana sie ugiely i upadl; jeknal i podnióslszy sie, zapamietany w bolu, szedl dalej. Stanal na jakiej wyniosloci, zebral wszystkie sily i zagryzlszy usta z bezmiernej meki, usilowal podleciec. Zatrzepotal sie tylko jak ptak trafiony z luku i zwalil sie ciezko na ziemie; broczae krwia. Kiedy go znaleziono rano na gocincu i pokazano we wsi, zdumienie ludzkie nie mialo granic. - Kto to byc moze? - pytal sam siebie poczciwy proboszcz i po naradzie z gromada ochrzcil przede wszystkim nieszczesnego Aniola, albowiem wygladal niesamowicie. Potem go oddali do szpitala, gdzie mu wyleczono okropne rany, potem znów poslali do szkoly. Nie wychowal sie jednak dziwny Aniol i nigdy na ludzi nie wyszedl; mówil zawsze od rzeczy, ciagle spogladal w niebo i oczy mial zawsze zamglone. Nieraz sie zrywal i wil z bolu, ruszajac dziwnie ramionami, na których mial dwie wielkie blizny po operacji. Zawsze wtedy wpadal w zadume i milczal, tylko w oczach mial dwie dziwnie piekne lzy. Potem mu sie podobno rozum pomieszal i nieszczeliwy Aniol zaczal pisac wiersze. |
2006-03-28 (10:14) serafinData rejestracji: 2005-12-13 Ilość postów: 3032 | wpis nr 55 426 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Nadzieja Liebert Jerzy Kiedy juz dobrze umiem \"daremne\", Kiedym \"na prózno do konca pojal - Nadziejo, blysku nad glowa moja, Slodki piorunie we mnie! O, rozedrgana nieba cieciwo, Mózgu przebity gromem! Wiec nie daremnie, wiec nie stracone, Mozliwe, mozliwe, mozliwe! ************************************** Johannes R. Becher Zakochani Siedli na lawce przytuleni, sami, szarzy, jak gdyby dobyci z popiolu. Ona wspomniala szafe z ubraniami, on widzial w dali lune, gdzie u dolu miasto padalo w gruz i w rumowisko. Widzieli chmury, plynace po niebie, i wdzieczni lawce, przytuleni blisko, szarzy jak popiól, trwali obok siebie. Bylo im na tej lawce tak wygodnie. Wdzieczni jej byli, ze ich przytulala, jakby to bylo wlanie ich mieszkanie. I lawka tez im byla niezawodnie wdzieczna, gdyz bardzo dawno juz czekala na zakochanych, którzy spoczna na niej. |
2006-03-28 (10:27) serafinData rejestracji: 2005-12-13 Ilość postów: 3032 | wpis nr 55 427 [ CZCIONKA MONOSPACE ] wietny tekst... |
2006-03-28 (17:27) rudaData rejestracji: 2005-07-24 Ilość postów: 995 | wpis nr 55 430 [ CZCIONKA MONOSPACE ] Ano , wietny!!! Tylko czemu ten zbój byl rudy???? he!! ruda |
| | Dodaj wpis w tym temacie | Spis tematów | Wyniki lotto | Strona: 1 2 ... 6 7 8 ... 34 35 Wyślij wiadomość do admina |